wtorek, 23 grudnia 2008

woda zycia

Napewno to i wam sie zdarzylo... czujecie sie rozluznieni, lekko unosicie sie na powierzchni, brak zmartwien i problemow, plyniecie. Wolno i lekko do przodu, czysta forma relaksu. Plyniecie, plyniecie, beztrosko. Odprezacie sie na tyle ze tracicie czujnosc, tracicie albo nigdy nie byliscie czujni. W kazdym badz razie plyniecie... Nagle cos was zaczyna ciagnac w dol, raz, drugi... oddech przyspiesza, lapczywie nabieracie powietrza w obawie przed utonieciem. Nastepuje trzecie silne, gwaltowne, pociagniecie. Macie co prawde spory, narazie, zapas powietrza. Jednak nie wystarczy go na dlugo. Czy wynurzycie sie, czy pojdziecie na dno. Byc moze pojawi sie jakas syrena i Was uratuje... Akcja niestety nie toczy sie na basenie, nie jest to tez jeziorko przy ktorym jest sporo ludzi. Wlasciwie to nawet nie jest woda, to zycie, ktore jest strasznie glebokie i zwodne.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
;