niedziela, 28 grudnia 2008

swieta i po swietach

Swieta to takie dziwne "cos" kazdy na nie czeka caly rok. Na kilka dni przed nimi kazdy zabiegany, kazdy cos tam musi zalatwic, zrobic. Na dzien przed swietami i pare godzin przed kolacja pojawia sie panika. Jakies male sprzeczki ze ktos cos mial zrobic, ale zapomnial albo mu sie nie chcialo. Trzeba bylo zrobic cos tak, a nie inaczej. Czegos sie zapomnialo kupic, czegos dodac do potrawy :D Nadchodzi wieczor i wszystko jest gotowe z mniejsza lub wieksza pomoca domownikow. Jakis fajny stroj, pozytywne myslenie, zyczenia itd. Wspominanie przy stole ... a pamietesz w 54 wtedy to byla zima... Nastepne dni to leniwe dni. Jemy zeby jest, makowce, serniki, pierogi, ciastka, mandarynki, pomarancze i co sie pod reke nawinie. Ogolnie 3 dni milej rodzinnej atmosfery. Szkoda tylko ze chociaz w 1/10 ludzie nie sa tak mili dla siebie kazdego dnia w roku. I nie mowie tu tylko o rodzinie, mowie o wszystkich. Troche milosci, rozumienia, wspolczucia, wczucia sie w sytuacje drugiego czlowieka. Tego tak naprawde potrzebujemy na codzien, a nie tylko w swieta. Tyle o swietach ;) Sprawa z Nia wlasciwie stoi w miejscu. nie zachwyca mnie taki obrot spraw. niby jest milo i ogolnie fajnie. Od czasu do czasu powiem jej cos milego, ale i tez szczerego. Prawda cukruje, zdarza mi sie, ale raczej to mala dawka jest cukru. Mowie szczerze i otwarcie, bardzo Ją lubie, ale Ona chyba nie umie albo nie potrafi tego przyjac. Z tym drugim sie chyba posprzeczala. Ma z nim mniejszy kontakt i zostanie raczej Jej kolega. Skoro wiec powoli zostaje tylko ja, czemu nie dokona wyboru. Obiecalem ze nie bede Jej smecil do konca roku o tym wyborze itd. Obiecalem i tak sie tez stanie, ale raczej po nowym roku chcialbym uslyszec jakas konkretna odpowiedz. Byc moze bedzie to przyparcie Jej do muru. Trudno ja zaczynam sie od Niej uzalezniac i chce uslyszec konkrety.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
;