sobota, 30 maja 2009 0 komentarze

Mały raport... duży projekt X

Zawsze wydawało mi się, a właściwie byłem świecie o tym przekonany, że moje poczucie humoru i ogólnie rozumiany nastrój zależy w dużej mierze od pogody. Słońce - nieznikający uśmiech na twarzy i poczucie, że mogę góry przenosić, deszcz - ogólne przygnębienie z lekka nutka nostalgii. Od pewnego jednak czasu uśmiech dosyć często gości na mojej twarzy i ogólnie jakoś tak lekko i fajnie jest. Na przykład dziś rano, za oknem leje deszcz, pochmurno i ogólnie bardzo kiepska pogoda, a ja.... ja siedzę sobie uśmiechnięty i myślę sobie o Pani Ż, słucham muzyczki. W moim sercu pojawiło się własne, prywatne, Słońce. Wstępnie umówiliśmy się że w niedziele przyjedzie do mnie. Pozna kawałek rodzinki, rodziców i brata. Nadal nie wiem ile i czy im coś w ogóle mówić o Jej przeszłości. Z racji tego że nie mam zielonego pojęcia jak im taką informacje przekazać, nie powiem więc nic zapewne.




Z nadmiaru czasu, a raczej by nie robić tego co robić muszę. Rozpocząłem kolejny projekt X... lapka z piłeczek poing-pong'owych ? 



środa, 20 maja 2009 0 komentarze

Spokój

Kolejny wpis po dłuższym czasie. Czyżbym się wypisał? Czy może to brak po prostu czasu na pisanie. Postanowiłem spróbować z Pania Ż. Ma pewien bagaż doświadczeń, ale kto z nas go nie ma? Tak... chce się związać z rozwódką. Długo nad tym myślałem i brałem pod uwagę wszystkie "za" i "przeciw". Zapewne znajdzie się parę osób niezadowolonych z mojej decyzji. Jeśli ktoś nie potrafi się cieszyć moim szczęściem to już jego problem. Poznałem kogoś wyjątkowego i dla mnie to jest najważniejsze. Poznałem kogoś kto dotykiem swojej dłoni na mojej twarzy odgania wszystkie smutki. Poznałem kogoś z kim świetnie mi się rozmawia, czasami nawet bez słów. Ze spraw może bardziej przyziemnych. Na firmie zaczyna się powoli jakiś ruch. Projekt X powoli zaczyna nabierać kształtów i lada dzień rusza pierwsze poważniejsze testy. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Przydałaby mi się ogólnie jakaś podwyżka. Jutro jedziemy na targi do Poznania, parę godzin tłuczenia się autem. Spacer po ekspozycjach, podpatrywanie rozwiązań itd. 

... dojechał do domu. Wziął plecak pod rękę i powędrował do domu w którym powitała go mama... - Tej trawy to już nie miał kto ściąć tylko ja - rzekła kolejny raz wygłaszając swoje pretensje.
- No skoro nie miał kto to wypadło na ciebie - pomyślał, lecz nic nie powiedział. Rzucił plecak na podłogę koło biurka, usiadł na łóżku zamknął oczy i przypomniał sobie miły wczorajszy wieczór z Panią Ż...

Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście.

— Wacław Buryła
czwartek, 14 maja 2009 0 komentarze

dawno temu w lesie ;)

Hmm trochę mnie tu nie było. Brak czasu i ogólna niechęć sprawiły że zaniedbałem bloga. Pisanie jak jest mi źle, bo źle było mijało się z celem o sensowności takich wpisów nie wspomnę. Postaram się teraz, zaraz, to nadrobić. Szef właśnie powędrował na śniadanie więc mam całe 15min na mniej lub bardziej sensowny wpis. Przeważnie układam sobie w głowie jakiś zarys tego co chce napisać. I przez kilka godzin dokładam to usuwam tamto. Nie ma jednak teraz czasu na jakieś głębsze analizy i planowanie, pisze z ręki... właśnie mi przerwał taki jeden. Wchodzi do firmę i z miejsca zaczyna słodzić czyli albo coś zmalował albo coś chce. Tym razem to drugie, ale to nie jest istotne. Pani B... z perspektywy mojej i kawałka czasu który już minął wygląda to na zabawę. Szkoda że byłem zabawką, ale cóż jak na kasztaniaka przystało, zabawką być musiałem. Jedyny plus tej znajomości, o ile to plusem można nazwać, to otworzenie mi oczu i pokazanie jakie to dziewczyny, potocznie zwane laskami, mogą być. Mówi się że to facet wodzi za nos, a później następuje zderzenie z rzeczywistością... lekcja... laski też wodzą za nos. Ogólnie epizod o którym staram się zapomnieć i idzie mi to nawet dobrze. Mała zmiana podejścia do życia, parę godzin przemyśleń i analizowania, co robić wręcz kocham i odsunąłem wspomnienia gdzieś daleko w kąt. Czy wrócą, nie mam pojęcia. Więc zmieniłem trochę podejście. Koniec z szybkim angażowaniem się, pokazywaniem że zależy, z miłością a później wyro. Jeśli jednak żyjesz te 20 parę lat z takim a nie innym podejściem hmm ... Człowiek ze swoim charakterem, podejściem do życia, zasadami jest podobny do młodego drzewka. Posiada wątłe korzenie, giętki pień i skromne gałązki. Można je złapać za czubek i zacząć wyginać w pałąk. W pewnym jednak momencie, najmniej oczekiwanym, drzewko albo wyrwie się z reki i powróci do poprzedniego stanu albo się złamie. Podobnie jest też i u nas, ludzi, staramy się naginać swoje zasady i albo wracamy do punktu wyjścia, albo zasada zostaje złamana. Plan jest ogolnie dobry, czerpać z życia tyle ile daje i pytać się czemu tak mało. Poznałem więc taka jedną pania Ż. Podobne podejście do życia co moje, podobne naginanie zasad, tych samych. Bawimy się, dopóki nikt nikogo nie rani jest ok. Spotkaliśmy się pare razy i było baardzooo fajnie ;) I nadal jest ok, nikt nikogo nie rani, świetnie się bawimy. I tu zaczynaja się schody, bawimy i czujemy się w swoim towarzystwie aż za dobrze. Tak wiem czytasz to, kimkolwiek jesteś, i nie wiesz o co chodzi. Myślisz znalazł koleś fajna laske i jeszcze marudzi jakiś nienormalny. No tak znalazł, no tak fajna i no tak marudze. Pani Ż jest w trakcie rozwodu. I właściwie na dzień dzisiejszy mi to nie przeszkadza jakoś specjalnie. Jednak później... chciałbym kiedyś pójść z jakas pania na ta godzine posiedzieć w kościele. Jednak załóżmy, że zrezygnuje z tej godziny, bo i to biore pod uwage, to czy moja rodzina nie będzie wytykała palcami pani Ż ?

Tysiąc pytań zadaje każdego dnia, 
czasem znajduję odpowiedź na jedno.
 
;