Jak zwykle mieliśmy małe spóźnienie. Czasami wydaje mi się że tym, spóźnianiem, to zaraził mnie szef. Nigdy, podkreślam, nigdy nie wyjechaliśmy na czas. tym razem też nie było inaczej. A to jeszcze trzeba zadzwonić tam a to jeszcze śniadanie, zamówić towar itd.
Wyjazd miał być o 9. tymczasem o godzinie 11 nadal siedzieliśmy na firmie. Zapakowaliśmy się i z uśmiechem na ustach pojechaliśmy w świat. Szef to dziwny przypadek, podobnie jak każdy człowiek. Na trasie zawsze stara się nadrobić stracony czas przy jednoczesnym oszczędzaniu paliwa. Jechał jak dziki po czym stwierdzał, patrząc na licznik spalania, że auto dużo pali. Pod koniec trasy, gdzieś za jakimś rondem na poboczu stała pani. Blondynka, czerwona bluzeczka, spódniczka w czerwona kratę i czarne rajstopy, ładna. Zapewne to było jej miejsce pracy. Szef udał że niby jej nie widzi, włączył kierunek w lewo i tak z tym kierunkowskazem jechał jeszcze dobra 500m. Śmiałem się w myślach, taki niby katolik, o tym też poźniej, a ogląda się za takimi paniami. Wiadomo na autostopa to ona tam nie czekała. Jak zwykle na miejscu okazało się że wszystkiego nie zabraliśmy. Źle, okazało się że szef wszystkiego nie zabrał. Spisuje sobie na kartkach co będzie potrzebne, co trzeba zabrać. Po czym i tak wszystkiego nie zabiera tego co było spisane. Więc jaki jest cel w tych magicznych listach co zabrać? Może też mu się nudzi i pisze głupoty jak ja, a może zapomina że zapisywał. W drodze powrotnej padł temat mieszkania z dziewczyna przed ślubem. Powiedziałem, że dobrą sprawą jest gdy para zamieszka ze sobą przed ślubem. Można zobaczyć jak to jest. I tu szef się oburzył, bo jako 100% katolik tak nie można. Z tym jego katolicyzmem to różnie bywa. Jak pasuje to katolik, jak nie pasuje to przecież niedziela jeszcze daleko. Wszystko się zaczęło od tego że jego chrześniak ma zamiar zamieszkać ze swoja dziewczyną, na próbę. Szef jednak twierdzi że takie próbowanie jest czystym złem. Jak można tak robić, że spróbuje się z tą, a jak nie wyjdzie to następna. On chyba wierzy że każdy czeka z seksem do ślubu. Zdarzają się takie przypadki i chwała im za to. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy, tak jest bardzo rzadko. Zresztą szef ma córkę, poczeka jeszcze z 5 lat i niech się wtedy wypowie na ten temat. Dalej ciągnął swój wywód o tym że dzieci spajają małżeństwa. Nie przeczę zapewne tak jest, ale być z kimś kogo się nienawidzi tylko dla dziecka hmm uważam że to chore. Świat idzie do przodu, dosyć szybko i niekoniecznie w dobrym kierunku. Jednak średniowiecze już dawno za nami. Stwierdzam, że pokolenie szefa czy moich rodziców ma całkiem inny światopogląd.

0 komentarze:
Prześlij komentarz