Kiedy myślisz, że nie może być gorzej, uważaj mylisz się, może i na pewno gorzej będzie. Ostatnio jak to niektórzy zauważyli stałem się odpychający, opryskliwy, zamknięty w sobie. Jeśli komuś z Was się oberwało to przepraszam, ale wali mi się wszystko na głowę. Częściowo z własnej winy, złe decyzje itd.
[Niedziela/Poniedziałek]
Mówię wszem i wobec, że w czwartek jadę na zakupy. Idzie zima, po drodze jest co prawda jeszcze jesień, ale pogoda nie rozpieszcza więc przydała by się jakaś cieplejsza kurtka. Zakomunikowałem, że w czwartek jestem nie osiągalny, a przynajmniej mi się tak wydawało.
[Czwartek]
Już przy śniadaniu pada pytanie co robię dziś i o której będę w domu. Przypominam, że dziś jadę na zakupy o których mówiłem na początku tygodnia. Lekkie zdegustowanie, że nie pojadę po kurczaki do ciotki. Auto rodziców u mechanika, ciotka dzwoniła jeszcze przed moim budzikiem. Czy aż tak trudno powiązać te fakty? Ja mam plany, auta nie ma. Czy nie można było poprosić ciotkę żeby sama przywiozła. Godzina ok 13 tel od ciotki o której będę, wyjaśniam, że ja nie mogę jechać i że rodzice wiedzieli o tym już wcześniej. Ciotka zdegustowana tym, że rodzice nie pomyśleli o tym wcześniej. Skończyłem pracę zapakowałem się do auta i pomknąłem... no prawię w stronę zachodzącego słońca. Po drodze telefon, że oni jadą po kurczaki bo auto już wróciło od mechanika. Pojechałem więc do Żony i Męża, poszliśmy na miasto, a później na zakupy. Co prawda mój portfel i gust nie pozwoliły mi dokonać zakupu. Pojechaliśmy wszyscy do mojego domu. Pogadaliśmy, zdiagnozowaliśmy problem komputera Męża, podotykaliśmy jego nowego dotykowego telefonu. Ustaw sobie jakaś laskę na tapecie to będziemy ją bezkarnie dotykać. Oni pojechali, a do pokoju wkroczył ojciec. I zaczęło się, że co ja sobie wyobrażam, że on nie po to tyle lat charował żebym ja teraz takie cyrki odstawiał, że własne zdrowie poświecił żebym miał wykształcenia, ale widzi że to wykształcenie wcale mi nie pomaga a wręcz przeciwnie. Do kościoła przestałem chodzić, bo kumple też nie chodzą. Fakt nie byłem parę razy, ale chodzę, bo chce a nie bo muszę. Na ten zarzut odpowiedziałem, że może nie chodzę, bo ojciec nie chodzi. Tu nastąpiła, krótka riposta, że jak będę miał tyle lat co on to też będę mógł nie chodzić. Na koniec matka skwitowała, że ma przestać krzyczeć bo szkoda jego nerwów na mnie. Brat mnie zaskoczył, bo powiedział mi później, że on sam nie wie o co im chodzi, że ja mam też swoje życie, a nie tylko dom, praca. Tu punkt dla niego. Później jeszcze krótka rozmowa z małżeństwem i podsumowanie Żony, że zostawiłem Panią Ż żeby mieć spokój w domu, a teraz nie mam ani Jej, ani spokoju, a tak to chociaż bym miał kogoś. Jak tak dalej pójdzie to będę musiał iść do psychologa, bo ta cała sytuacja mnie przerasta i sam sobie z tym nie poradzę.

0 komentarze:
Prześlij komentarz