Wczoraj poznałem co znaczy tak naprawdę zwrot "nie chce mi się". Zacznijmy od tego, co już parę razy mówiłem, że nie lubie poniedziałków. Nigdy nic dobrego mnie w nie nie spotkało i jako racjonalny optymista sądzę, że już tak zostanie. Praca... jak zwykle tysiąc pomysłów, realizacji brak. Zresztą nie chciało mi się pracować i ten stan utrzymuje się dalej. Potrzebne mi są jakieś wakacje. Gdzieś pojechać, morze, góry, jak najdalej stąd, nawet tylko na weekend. Odpocząć od tego wszystkiego, na chwilę zapomnieć. Później wybrałem się na siłownie. Czasami człowiek mówi "nie chce mi się nic" po czym dodaje "ale bym pospał sobie" albo "pooglądał TV" albo "pograł w coś". Ja nawet wczoraj nie miałem na to ochoty. Spać - nie, tv - nie, grać - nie. Nawet, o zgrozo, nie patrzyłem się specjalnie na laski, które zamiast ćwiczyć obczajają facetów, podobnie robią faceci. Przykro mi bardzo i przepraszam, ale ja na siłownie chodzę ćwiczyć. Może nie są to jakieś super ćwiczenia i może nie wykonuję poprawnie, ale coś tam robię. Wróciłem zmęczony do chaty, zjadłem coś i na chwilę położyłem się na wyrku. Chciałem poczekać i o północy zjawić się na gg, ale... 0:47 o kurde to już trochę po północy jest. Zasnąłem przed TV...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz