Jest pewna kraina, kraina która przemierzam każdego dnia. Nie ma ona ani końca, ani początku. Po prostu jest, czasami większa, czasami mniejsza. Są w niej morza z lazurowymi plażami przy wyspach, są lasy zielone tętniące od życia, są potoki z wodospadami zakłócającymi cisze, są rzeki, jeziora, kontynenty. Są góry z kamienistymi szczytami, są pagórki i zielone doliny. Jest wszystko to czego zechcesz i czego pragniesz. Jest również to czego nienawidzisz i unikasz. Są też mieszkańcy tej krainy, są ludzie, elfy, leśne stwory, są gobliny, trolle, są smoki, feniksy i inne stwory, których jeszcze nie widziałem. Nie ma tu ścisłego pojęcia czasu i przestrzeni. Równie dobrze może być to zamierzchła przeszłość co daleka przyszłość. Przemierzając tą krainę, co niezmiernie robić lubię, trafia na bardziej lub mniej przyjazne miejsca....
Był wietrzny i deszczowy dzień, chociaż kształtowanie tu pogody jest równie łatwe co lepienie ludzika z plasteliny, jednak dzisiaj padało. Niebo pokryte ciemnymi chmurami, co chwile rozjaśniane przez błyskawice. Pogoda nie sprzyjała wędrówką więc postanowiłem poszukać jakiegoś schronienia i przeczekać ten czas. Pojawiła się wiec gospoda, pod strzechą, z dwoma kominami, z których wydobywał się jasny dym. Z okien wydobywało się przytłumione światło świec, co chwile przysłaniane przez przechodzące istoty. Niewiele myśląc, bo co można myśleć kiedy leje się na głowę, a na ciele nie pozostała sucha nitka. Podszedłem i złapałem za klamkę otwierając masywne dębowe drzwi. Zaskrzypiały i po chwili moim oczom ukazało się wnętrze. Pomieszczenie było już pełne, najwidoczniej nie tylko ja jestem z cukru. Jedni śpiewali, inni rozmawiali, jeszcze inni siedzieli gdzieś w kącie popijając trunek i paląc fajkę. Usiadłem więc w rogu, niedaleko kominka, rozwiesiłem mokre ubranie, pozostawiając jednak co nie co na sobie. Rozłożyłem się wygodnie, odwróciłem twarz w stronę kominka, z którego wydobywało się błogie i uspokajające ciepło i zasnąłem...

0 komentarze:
Prześlij komentarz