poniedziałek, 12 stycznia 2009

"Milosc" w trzech aktach

Porwalem sie z motyka na slonce.. napisalem 2 miesiace temu do Niej wiadomosc. Wlasciwie nie liczac na odpowiedz, ale lepiej sprobowac niz nie sprobowac i zalowac cale zycie. O dziwo odpisala po jakims czasie. Jedna, druga i nastepna wiadomosc. Dlugie i wyczerpujace, a przynajmniej tak je pamietam. Skonczyla sie aktywacja na portalu poprosilem o gg. Kilka rozmow i decyzja ze warto by sie spotkac. Nie jestem raczej typem faceta ktory dziala pod wplywem impulsu. Przewaznie mysle, mysle a na koncu i tak robie wielkie nic. Tym razem jednak, umowila sie wiec czemu nie wykorzystac takiej szansy. Umowilismy sie kolo jakies tam galeri handlowej. Nigdy Jej wlasciwie nie powiedzialem tego ale gdy stalem na swiatlach przed galeria widzialem jak przechodzila na przejsciu. Pomyslalem.. kurde wygralem los na loteri, bo nie dosyc ze inteligentna to jeszcze piekna. Pojechalismy do miasta, udalo sie mimo mojej jazdy. Jakis klub, soczek do rozmowy. Mimo ze sie nie zna osoby i chce sie ja poznac brak jednak jakiegos przewodniego tematu. Pogadalismy o jakis tam wlasciwie pierdolach i poszlismy na spacer. Tam tak naprawde rozpoczela sie ta znajomosc, smiech, cos tam gdzies tam, smiech, mostek, smiech, opera, smiech, kaczki. Odwiozlem na PKS, pan taksowkarz nie byl zadowolony z mojej jazdy i koniec. Pozniej pare dni na gg i kilkanascie esow. "Moze przujedziesz do T... no z checia" tym razem pojawilem sie z kwiatkami. I nie dlatego ze musialem, czy tak wypada, dalem bo chcialem Jej dac kwiaty. Spacer miedzy uliczkami, bladzenie po miescie, rozmowy i znowu smiech. Swoboda... nie musialem specjalnie uwazac co mowie, nie bylo fochow itp. poprostu ja jako ja. Pozniej jakas restauracja, smiech, ser gdzies tam wpadl, herbatka i nauka. Moglem usiasc obok Niej blisko pod pretekstem tlumaczenia, ehh zeby tak bylo zawsze,  i na koniec kartkowka. Pare dni gg i esow.. tydzien po dalem sie namowic na lyzwy. Nie wiem co wtedy myslalem godzac sie na to, przeciez nie umiem jedzic prawie. Pojechalem jednak, kwiatek, spoznienie, bo kto by pomyslal ze o 17 kwiaciarnia zamknieta. Ona jdnak czekala i nie byla specjalnie zla, a przynajmniej nie dala tego po sobie poznac. Lyzwy na nogi i jazda. Przpomnialo mi sie dziecinstwo, raczej fajne wspomnienia. Najfajniejsze jednak z tego to fakt ze moglem sie do Niej "przypadkowo" przytulac. Skoro nie umie jezdzic wiec czasami musialem sie przeciez na Niej zatrzymywac lub opierac. Czy musialem, o ile jezdzic nie potrafie raczej to utrzymac sie na lodzie raczej tak, oszukiwalem, ale czy to sie teraz liczy? Pozniej niestety pojawil sie dystans, bo ja naciskalem, bo chcialem teraz zaraz. Przyszly swieta brak czasu na spotkanie. Pozniej Ona nie chciala, tlumaczac sie brakiem czasu. Kiedy mi dystans przeszedl, Ona nadal w nim trwala. Rozmowa na skype, trudna i smutna. Esy juz tylko 1-2 dziennie. Bez emotek i takie bezemocjonalne. Piatkowe moje pytanie o spotkanie i Jej dzisieejsze tlumaczenie ze nie mogla odpisac bo nie miala nic na koncie. Tak moglem sie tego domyslec, ale kazdy kto zna mnie wie ze zakladam najgorsze. Wiec weekend spedzony na oczkiwaniu na esa, ktory juz nie przyjdzie. Rozmowa na gg, ktra miejscami przechodzila w klotnie. Pare niepotrzebnych slow. I koniec, nie bylo nawet pozegnania czy wyjasnienia kilku spraw. Poslalem na koniec esa "Dobranoc" to raczej ostatni es. Nie bedzie wiec raczej happy end'u, czy drugiej czesci tej histori. Mial byc romans a wyszedl nadznej jakosci dramat.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
;