piątek, 27 listopada 2009

A musli na to niemożliwe

Dzisiejszy wpis będzie dla ludzi o mocnych nerwach, więc jeśli ktoś ma słabe serducho to powinien skończyć czytanie na tym właśnie zdaniu. No, ale z drugiej strony zżera was ciekawość cóż to takiego się stało i każdy będzie czytał dalej. Właściwie to nie stało się nic wielkiego, ale zawsze można potęgować napięcie jak u Hiczkoka.

Wstałem dzisiaj rano i nie była to 7.52 a raczej 7.30 o zgrozo. Miałem wcześniej zjawić się na firmie bo przed 9 mieliśmy pojechać do Brodnicy. Nawiasem mówiąc jest już prawie 10 a nadal siedzę na firmie. Więc wstałem o tej wczesnej godzinie, powolnym krokiem pomaszerowałem do WC. Po drodze stwierdziłem, że niestety rodzice gdzieś wyemigrowali w bliżej nie określone miejsce. Ubrałem się więc i wróciłem do kuchni. Zasiadłem przy stole, jak to miewam co rano w zwyczaju i ... No właśnie i tu zaczęły się schody. Mój podgrzewacz mleka do musli został najwyraźniej porwany przez kosmitów, najwyraźniej też lubią musli, bo po przeszukaniu kuchni go nie znalazłem. Po 5 minutach medytacji, wyciszenia ducha i ciała, czyli drzemce na jawie mój brzuszek dopominał się o akcje pod kryptonimem "Śniadanie" niekoniecznie u Tifaniego. Z braku jednak podgrzewacza zabrałem się za robienie... śniadania. Tak tak dobrze przeczytaliście. Dzisiaj do pracy zrobiłem sam sobie śniadanie. Wiem wyczyn niczym bicie rekordu prędkości albo wyprawy na Marsa, a jednak zrobiłem. I nie dlatego żeby udowodnić co niektórym, że jednak potrafię, ale dlatego bo mogłem, bo chciałem. Oczywiście nie bez znaczenia miał tu fakt, że nie miał kto mi zrobić tego śniadania.  

Wszystko jest możliwe. Niemożliwe po prostu wymaga więcej czasu [...].

— Dan Brown
Cyfrowa Twierdza

2 komentarze:

Mąż pisze...

Poruszyła mnie twoja historia, z takimi umiejętnościami to powinieneś iść do programu "Mam talent".

Anonymous pisze...

och, och... Nie graj więcej w taki sposób na moich emocjach... :P

Panna K.

Prześlij komentarz

 
;