Sobotni poranek nie zapowiadał nic złowieszczego. Ba jestem skłonny powiedzieć że gdyby domownicy, mama zwłaszcza, wiedzieli co się święci zostałbym zamknięty w pokoju na cały dzień o wodzie i chlebie. Oficjalny plan zajęć był następujący: wyspać się, zjeść śniadanie, pojechać na zakupy i ugotować obiad. Niestety moje dania to nadal dania z paczki i "Pomysł na.." Podobno lepszy rydz niż nic jednak nadejdzie taki dzień że zrobię coś od podstaw i wcale nie będzie to zagotowanie wody. Tym razem padło na piersi z kurczaka po chińsku. Cokolwiek to znaczy mało prawdopodobne jest by właśnie chińczycy tak zajadali się kurczakiem. Mniejsza o większość. Po śniadaniu na które były jak zawsze placki owsiane, które o dziwo mi smakują, pojechałem na zakupy. Wróciłem zrobiłem obiad, a po nim podczas rodzinnego picia kawy oznajmiłem że piekę ciasto. Tata popatrzył na mnie dziwnym wzorkiem. Chyba czekał na zdanie "Żartowałem" jednak się nie doczekał. Z chwilą oznajmienia "piekę" nagle wszyscy ulotnili się z kuchni i zostałem z nią sam na sam . Każdy wie jak ja "gotuję". Wszędzie wszystkiego pełno. Tam chlapnie, tu coś spadnie. Podejrzewam że gdybym miał nieograniczoną liczbę naczyń to i tak wszystkie bym zapaskudził. Plan był następujący. Upiec ciasto sprawdzić czy wyszło a następnie robić farsz. Właściwie nie wiem czy to farsz czy nadzienie. To magiczne coś co jest w roladzie. Przeczytałem przepis dwa razy i przystąpiłem do działa. Pierwsze trudności napotkałem na samym początku "rozdzielić żółtka od białek". Niby prosta ale jak ? Nie słyszałem o takim urządzeniu więc drogą dedukcji doszedłem że trzeba to zrobić "ręcznie" Lata praktyki w kręceniu się po kuchni, podżeraniu różnych ciast i mas zrobiły swoje. Jajko na pół i przelewamy z jednej skorupki do drugiej. Kolejne wyzwanie "ubić białka na sztywną pianę" Jako fizyk oczekiwałem jakiś wielkości fizycznych, nawet tych podstawowych jak gęstość czy masa. Niestety przepis nie uwzględniał tego że będzie realizowany przez fizyka i musiałem się zadowolić pojęciem "sztywną pianę" Po 10min. w misce powstała piana która po przewróceniu miski do góry dnem nie odpadła. Oczywiście próbę robiłem poza stołem, po czym się zastanowiłem co by gorzej wyglądało. Stół w pianie czy podłoga? Kolejne wyzwanie "utrzeć żółtka z cukrem ", ale jak utrzeć na tarce ? Wydawało mi się to bezsensowne przecież po pierwsze cukier jest już sypki więc nijak go się utrzeć już bardziej nie da. Po drugie nie wiem czy próbowaliście ale utrzymać żółtko w dłoni to też nie taka prosta sprawa. Rozbebłałem, nie wiem czy istnieje taki wyraz, cukier z żółtkami i zlałem dwie masy w jedną. Później poszło już jak z płatka, masa, blacha piekarnik. Pod koniec przygody z pieczeniem zawitała w kuchni mama. Powiem tylko tyle, mina była bezcenna. Zasłoniła sobie oczy i pomaszerowała do pokoju. Całe szczęście misja "Tajne wypieki" zakończyła się powodzeniem. Efekt poniżej. Od razu informuję że ciasta już nie ma więc nikomu przesyłać go nie mogę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


0 komentarze:
Prześlij komentarz