czwartek, 14 maja 2009

dawno temu w lesie ;)

Hmm trochę mnie tu nie było. Brak czasu i ogólna niechęć sprawiły że zaniedbałem bloga. Pisanie jak jest mi źle, bo źle było mijało się z celem o sensowności takich wpisów nie wspomnę. Postaram się teraz, zaraz, to nadrobić. Szef właśnie powędrował na śniadanie więc mam całe 15min na mniej lub bardziej sensowny wpis. Przeważnie układam sobie w głowie jakiś zarys tego co chce napisać. I przez kilka godzin dokładam to usuwam tamto. Nie ma jednak teraz czasu na jakieś głębsze analizy i planowanie, pisze z ręki... właśnie mi przerwał taki jeden. Wchodzi do firmę i z miejsca zaczyna słodzić czyli albo coś zmalował albo coś chce. Tym razem to drugie, ale to nie jest istotne. Pani B... z perspektywy mojej i kawałka czasu który już minął wygląda to na zabawę. Szkoda że byłem zabawką, ale cóż jak na kasztaniaka przystało, zabawką być musiałem. Jedyny plus tej znajomości, o ile to plusem można nazwać, to otworzenie mi oczu i pokazanie jakie to dziewczyny, potocznie zwane laskami, mogą być. Mówi się że to facet wodzi za nos, a później następuje zderzenie z rzeczywistością... lekcja... laski też wodzą za nos. Ogólnie epizod o którym staram się zapomnieć i idzie mi to nawet dobrze. Mała zmiana podejścia do życia, parę godzin przemyśleń i analizowania, co robić wręcz kocham i odsunąłem wspomnienia gdzieś daleko w kąt. Czy wrócą, nie mam pojęcia. Więc zmieniłem trochę podejście. Koniec z szybkim angażowaniem się, pokazywaniem że zależy, z miłością a później wyro. Jeśli jednak żyjesz te 20 parę lat z takim a nie innym podejściem hmm ... Człowiek ze swoim charakterem, podejściem do życia, zasadami jest podobny do młodego drzewka. Posiada wątłe korzenie, giętki pień i skromne gałązki. Można je złapać za czubek i zacząć wyginać w pałąk. W pewnym jednak momencie, najmniej oczekiwanym, drzewko albo wyrwie się z reki i powróci do poprzedniego stanu albo się złamie. Podobnie jest też i u nas, ludzi, staramy się naginać swoje zasady i albo wracamy do punktu wyjścia, albo zasada zostaje złamana. Plan jest ogolnie dobry, czerpać z życia tyle ile daje i pytać się czemu tak mało. Poznałem więc taka jedną pania Ż. Podobne podejście do życia co moje, podobne naginanie zasad, tych samych. Bawimy się, dopóki nikt nikogo nie rani jest ok. Spotkaliśmy się pare razy i było baardzooo fajnie ;) I nadal jest ok, nikt nikogo nie rani, świetnie się bawimy. I tu zaczynaja się schody, bawimy i czujemy się w swoim towarzystwie aż za dobrze. Tak wiem czytasz to, kimkolwiek jesteś, i nie wiesz o co chodzi. Myślisz znalazł koleś fajna laske i jeszcze marudzi jakiś nienormalny. No tak znalazł, no tak fajna i no tak marudze. Pani Ż jest w trakcie rozwodu. I właściwie na dzień dzisiejszy mi to nie przeszkadza jakoś specjalnie. Jednak później... chciałbym kiedyś pójść z jakas pania na ta godzine posiedzieć w kościele. Jednak załóżmy, że zrezygnuje z tej godziny, bo i to biore pod uwage, to czy moja rodzina nie będzie wytykała palcami pani Ż ?

Tysiąc pytań zadaje każdego dnia, 
czasem znajduję odpowiedź na jedno.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
;