Minęło już 5 miesięcy od czasu napisania listy postanowień i stwierdziłem że stanowczo za mało z niej ubywa. Przejrzałem co można by zrobić od ręki i padło na salsę. Trochę marudzenia Pauli i przekonywania jej że może niekoniecznie ją zadepczę, zgodziła się.
Środa, recepcja. Rachunek już w reku i wyczekiwanie, kto będzie, ile osób co i jak i co tam właściwie będzie się działo. Na 15min przed rozpoczęciem zbierają się pary. Średnia wieku ok 45, każdy się zna. Cóż jesteśmy typowymi świerzakami i czuję się jak pierwszego dnia w przedszkolu. Niby chciało się przyjść ale jak już się jest przed klasa jakaś myśl się pojawia... jak to się stało że tu jestem. Mała zaduma i wertowanie w myślach co ja myślałem wypisując te głupoty, tak alkohol nie sprzyja racjonalnemu myśleniu. Czas jednak zrobić coś dla siebie, dlaczego? ...
Zajęcia przebiegały w miłej atmosferze, trochę śmiechu, trochę żartów i próby naśladowania instruktora. Ta noga tu, a druga tam i później tak i tak. Z boku wygląda to jakoś tak prosto z pozycji osoby tańczącej, a początkującej zwłaszcza, już nie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz